Oh Boy

„Oh Boy” reż. Jan-Ole Gerster, Niemcy 2013

Zdarza Wam się polować na film? Ja na „Oh Boy” polowałam prawie rok! Po raz pierwszy usłyszałam o nim w czerwcu 2013 na Festiwalu Filmowym w Edynburgu. Mówili o nim wszyscy, każdy kogo prosiłam by coś mi polecił wymieniał ten właśnie tytuł. Dlaczego go wtedy nie obejrzałam? Bo to film niemiecki, a ja w Szkocji nastawiłam się przede wszystkim na miejscowe kino. Później kilka razy umykały mi pokazy w Warszawie, aż w końcu dopadłam go na moim ulubionym warszawskim Festiwalu: Wiośnie Filmów J

„Oh Boy!” to ten rodzaj kina, który zawsze urzeka widzów. Bezpretensjonalny debiut, w którym niby nic się nie dzieje, ale coś jednak wydarza. Lekki, melancholijny, świeży. Europejskie młode kino w najlepszym wydaniu.

Spędzamy 24 godziny z Niko Fisherem – niedorosłym dorosłym około trzydziestki, który rzucił studia, nie ma pracy ani dziewczyny, nie wie czego chce. Jest w martwym punkcie swojego życia. Snuje się po mieście niesiony zdarzeniami, a to kogoś spotka, a to ktoś zadzwoni. Spotyka się z ojcem, z dziwacznym przyjacielem, nowym sąsiadem i z dawną koleżanką ze szkoły. Przemierza ulice Berlina na piechotę, kolejką, samochodem. Zostaje wrzucony w środek różnych wydarzeń: znajdzie się na planie filmowym, na offowym przedstawieniu, rozegra partyjkę golfa. Czy ten dzień coś zmieni, czy będzie jednym z wielu?
Tom Schilling grający Niko (aktora możecie kojarzyć z serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”), ma urodę wiecznego chłopca. Niewielki wzrost i łagodna twarz budzą z miejsca sympatię. To typ młodszego brata, któremu chce się dać dobrą radę. Mnie bardzo przypominał mojego kuzyna, też takiego wolnego ptaka 🙂 Niko poświęcił ostatnie 2 lata swojego życia „na przemyślenia”, widać wyraźnie, że nie potrafi poradzić sobie z dorosłością, która go dogania więc stara się zepchnąć ją na boczny tor i udawać, że nic się nie zmienia. Ale czy tego chcemy czy nie, nawet jeśli my sami się nie zmieniamy, zmienia się wszystko wokół nas. I Niko tego doświadcza. 
Reżyser i scenarzysta w jednej osobie Jan Ole Gerster nie sili się na film jakoś szczególnie oryginalny. Fabuła jest wątła, dialogi w zasadzie codzienne i trochę bełkotliwe. Ale mnie właśnie ten luz w filmie urzekł najbardziej. Ten niewymuszony często ironiczny humor, sączący się powoli czas i świetni aktorzy w pamiętnych epizodach, jak pijany gość baru przeżywający traumę wojny. My w Polsce doskonale rozumiemy co znaczy żyć w mieście, w którym na każdym rogu czai się historia.
To drugi w niedługim czasie czarno biały film osadzony w dużej metropolii z zagubionym młodym dorosłym. Reżyserzy obu tych filmów nie ukrywają swoich inspiracji francuską nową falą. Frances z „Frances Ha” mogłaby minąć gdzieś na ulicy Niko z „Oh Boy”. Pewnie nawet by się nie zauważyli, zajęci własnymi myślami.
Innym filmem, który mnie bardzo skojarzył się z „Oh Boy” jest „Oslo, 31 sierpnia”. W obu miasto jest równorzędnym bohaterem fabuły. Niko przemierza Berlin wzdłuż i wszerz, również w jedną zaledwie dobę jak Anders Oslo. Nie jest to Berlin turystyczny, a Berlin ukochany przez reżysera. Słynna wieża transmisyjna miga tylko gdzieś w oddali, tutaj poznajemy artystyczne dzielnice (np. centrum sztuki Tacheles), przedmieścia albo zwykle ulice, a przy nich zwykłe knajpki. A wszystko to w poszukiwaniu kubka upragnionej kawy… 
„Oslo, 31 sierpnia” / „Oh Boy”
Nie byłoby też tego filmu bez świetnego soundtracku.


Film obejrzałam na festiwalu Wiosna Filmów, który bardzo Wam polecam. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *